Miało być nowe otwarcie i ratunek dla restauracji w samym centrum Gliwic. Skończyło się zamkniętym lokalem, odłączonym prądem i wystawieniem biznesu na sprzedaż. Pierwszy odcinek 33. sezonu „Kuchennych rewolucji” okazał się historią nie tylko o gastronomii, ale przede wszystkim o trudnych relacjach rodzinnych. W centrum wydarzeń znalazł się Konrad Kołakowski – historyk i przewodnik, który, jak sam przyznał, dziś najchętniej cofnąłby decyzję o wejściu w gastronomię.

„Pierwsza Polka” w centrum Gliwic

Restauracja „Pierwsza Polka” działała przy ul. Zwycięstwa 6 – w ścisłym centrum Gliwic, zaledwie kilka minut spacerem od Rynku. Wydawać by się mogło, że trudno o lepsze miejsce na prowadzenie gastronomii.

Za przedsięwzięciem stał Konrad Kołakowski wraz z rodziną. Jednak w przeciwieństwie do wielu bohaterów „Kuchennych rewolucji” gastronomia nie była jego życiową pasją ani branżą, z którą wcześniej wiązał swoją przyszłość.

Konrad jest z wykształcenia historykiem. Jak ujawniono w programie, od 13 lat pracuje również jako przewodnik. Wcześniej był związany z Muzeum Górnictwa Węglowego.

Pomysł na restaurację miał pochodzić przede wszystkim od jego ojca – Ireneusza, który sam posiadał doświadczenie w prowadzeniu gastronomii w Katowicach.

I właśnie relacja ojca z synem stała się jednym z najważniejszych, a zarazem najbardziej dramatycznych wątków gliwickiego odcinka.

Konrad wcześniej opowiadał o zupełnie innym obliczu lokalu

Co ciekawe, historia „Pierwszej Polki” zaczęła się na długo przed pojawieniem się kamer TVN.

Już w 2023 roku Konrad Kołakowski opowiadał lokalnym mediom o swoim lokalu, który funkcjonował wówczas bardziej jako pub i cocktail bar.

Równie interesująca była sama nazwa.

„Pierwsza Polka” nie była przypadkowym określeniem wymyślonym na potrzeby gastronomicznego biznesu. Konrad nawiązał w ten sposób do powieści „Pierwsza polka” („Die erste Polka”) Horsta Bienka – niemieckojęzycznego pisarza urodzonego w Gliwicach.

Inspiracja miała przyjść podczas remontu lokalu. Konrad wyszedł przed budynek i spojrzał w kierunku ul. Zwycięstwa. Widok przypomniał mu okładkę książki Bienka przedstawiającą tę część miasta w latach 30. XX wieku.

Już wtedy widać było więc, że właściciel patrzył na lokal nie tylko jak na miejsce gastronomiczne. Wplatał w niego swoje zainteresowanie historią Gliwic.

Gastronomia nie była jednak jego światem

Problem polegał na tym, że zainteresowanie historią miasta nie przekładało się automatycznie na umiejętność prowadzenia restauracji.

W rozmowie z Magdą Gessler Konrad otwarcie przyznał, że decyzja o uruchomieniu biznesu była błędem.

Na przystosowanie lokalu rodzina miała przeznaczyć prawie 700 tysięcy złotych.

To ogromna kwota, szczególnie biorąc pod uwagę, że Konrad wcześniej nie miał doświadczenia w prowadzeniu restauracji.

W programie przyznał, że rodzina nie wiedziała wystarczająco dużo o gastronomii, a on sam w dużej mierze zaufał doświadczeniu i pomysłowi ojca.

Początkowo wszystko mogło wyglądać logicznie. Konrad zarabiał stosunkowo niewiele w dotychczasowej pracy, natomiast jego ojciec znał gastronomię. Rodzinny biznes miał być więc sposobem na poprawę sytuacji finansowej.

Szybko okazało się, że rzeczywistość będzie zupełnie inna.

Ojciec i syn. Konflikt narastał od lat

„Kuchenne rewolucje” ujawniły, że problemy restauracji były tylko jednym z elementów znacznie większej historii.

Relacje Konrada z ojcem od dawna były bardzo trudne.

Konrad mówił Magdzie Gessler, że przez wiele lat nie utrzymywał z nim kontaktu. Relację zaczęli odbudowywać dopiero, kiedy był już dorosły.

Wspólne prowadzenie biznesu zamiast zbliżyć obu mężczyzn, ponownie uwydatniło dzielące ich różnice.

Konrad twierdził, że gdy restauracja nie zaczęła przynosić oczekiwanych rezultatów, ojciec obarczył go odpowiedzialnością za niepowodzenie. Ostatecznie Ireneusz wycofał się z bieżącego prowadzenia lokalu, pozostawiając biznes synowi.

W programie padły bardzo mocne słowa.

Konrad mówił o ojcu bez ukrywania trudnych emocji i przyznał, że decyzję o wspólnej inwestycji uważa za coś, co nie powinno było się wydarzyć.

Magda Gessler przyjechała do restauracji, która właściwie już nie działała

Sytuacja finansowa „Pierwszej Polki” stała się na tyle poważna, że jeszcze przed rozpoczęciem „Kuchennych rewolucji” lokal został zamknięty.

Konrad nie ukrywał powodów. Zabrakło pieniędzy, a asortyment praktycznie się skończył.

Restaurację ponownie otwarto specjalnie na przyjazd Magdy Gessler.

Była to więc sytuacja nietypowa nawet jak na „Kuchenne rewolucje”. Restauratorka nie próbowała ratować miejsca, któremu dopiero groziło zamknięcie. W Gliwicach miała przywrócić do życia biznes, który w praktyce już przestał funkcjonować.

Konrad wiązał z jej przyjazdem ogromne nadzieje. Uważał, że miejsce ma potencjał, ale potrzebuje kogoś, kto pokaże rodzinie właściwy kierunek.

„Pierwsza Polka” zmieniła się w „Bistro w Towarzystwie”

Magda Gessler zdecydowała się podjąć wyzwanie.

Po rewolucji „Pierwsza Polka” przestała istnieć pod dotychczasową nazwą. Narodziło się „Bistro w Towarzystwie”.

Zmieniło się wnętrze restauracji, które otrzymało cieplejszy charakter i elementy nawiązujące do belle époque. Pojawiła się także nowa karta.

Na stole znalazły się między innymi śledź z dodatkiem wasabi, krem z białych warzyw ze szparagami i lubczykiem oraz zmodyfikowany Stroganow przygotowywany z polędwiczki wieprzowej.

Nowe potrawy spotkały się z dobrym przyjęciem gości podczas finałowej kolacji.

Sam Konrad nie podzielał jednak wszystkich zachwytów. Stroganow nie przypadł mu do gustu.

Znacznie ważniejsze wydarzyło się jednak później.

Konrad nie chciał uznać autorytetu ojca

Magda Gessler doszła do wniosku, że samo zmienienie menu i wystroju nie wystarczy. Problem tkwił znacznie głębiej.

Restauratorka próbowała doprowadzić do porozumienia pomiędzy Konradem a Ireneuszem. Chciała, aby syn zaakceptował doświadczenie ojca i jego rolę w prowadzeniu restauracji.

Konrad nie pozostawił w tej kwestii większych wątpliwości.

Nie chciał uznać jego autorytetu.

Ostatecznie odpowiedzialność za dalsze funkcjonowanie „Bistra w Towarzystwie” miała przejść w ręce Ireneusza.

Wydawało się, że być może właśnie takie rozwiązanie uratuje lokal.

Początek rzeczywiście dawał nadzieję.

Po „Kuchennych rewolucjach” pojawili się klienci

Po zakończeniu nagrań restauracja zaczęła przyciągać gości. Nowe otwarcie wywołało zainteresowanie, a lokal zbierał dobre opinie.

„Kuchenne rewolucje” po raz kolejny zrobiły więc to, czego oczekują od programu właściciele – zainteresowały restauracją klientów.

Tyle że w Gliwicach zainteresowanie nie wystarczyło.

Kiedy Magda Gessler wróciła, aby sprawdzić efekty swojej pracy, zamiast działającego „Bistra w Towarzystwie” zobaczyła zamknięty lokal.

Według relacji przedstawionej przez TVN restauracja funkcjonowała po rewolucji jeszcze przez około tydzień. Goście przychodzili każdego dnia.

Potem wszystko się skończyło.

Konrad i jego żona przestali pojawiać się w lokalu

Podczas powrotu Magdy Gessler Ireneusz przekazał, że Konrad i jego żona nie pojawiali się w restauracji od zakończenia rewolucji.

Na jaw wyszły również problemy finansowe.

Według relacji Ireneusza, kiedy próbował wypłacić pieniądze potrzebne do uregulowania należności, okazało się, że rachunki są zablokowane.

Problemy miały dotyczyć także dostawców. Ireneusz twierdził przed kamerami, że przez trzy miesiące nie były regulowane faktury, a zaległości czynszowe miały sięgać niemal roku.

Są to twierdzenia przedstawione przez Ireneusza w programie – i właśnie tak należy je traktować, ponieważ dotyczą rozliczeń pomiędzy skonfliktowanymi członkami rodziny.

Ostatecznym ciosem dla restauracji było odłączenie energii elektrycznej.

Konrad wrócił. Atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej napięta

Podczas wizyty Magdy Gessler w zamkniętej restauracji niespodziewanie pojawili się Konrad i jego żona.

Nie doszło jednak do pojednania.

Wręcz przeciwnie.

Między członkami rodziny ponownie zaczęły padać wzajemne oskarżenia. Konrad i jego żona uważali, że odpowiedzialność za niepowodzenie przedsięwzięcia spoczywa na Ireneuszu.

Magda Gessler ostatecznie uznała, że nie jest już w stanie pomóc rodzinie.

Restauratorka podsumowała później, że „Kuchenne rewolucje” wymagają nie tylko dobrej kuchni, ale również wspólnego celu i odpowiedniej energii. W Gliwicach – jej zdaniem – rodzinnego porozumienia nie udało się osiągnąć.

Restauracja została wystawiona na sprzedaż

To koniec historii „Pierwszej Polki” i „Bistra w Towarzystwie” w dotychczasowym kształcie.

Lokal został wystawiony na sprzedaż.

W czerwcu 2026 roku za przejęcie restauracji wraz z wyposażeniem oczekiwano 150 tysięcy złotych.

Oferta obejmowała między innymi wyposażenie kuchni i baru, meble, nagłośnienie, monitoring, system alarmowy oraz klimatyzację.

Chętnego jednak nie znaleziono.

Pod koniec sierpnia cena została obniżona do 100 tysięcy złotych.

Potencjalny nowy właściciel musi dodatkowo brać pod uwagę miesięczny koszt najmu przekraczający 10 tys. zł oraz opłaty związane z użytkowaniem lokalu.

Konrad wróci do swojego świata?

Historia Konrada jest prawdopodobnie jednym z najciekawszych elementów całego odcinka.

To nie jest historia człowieka, który przez całe życie marzył o własnej restauracji i poniósł porażkę, próbując spełnić swoje największe marzenie.

Konrad zawodowo wyrósł z zupełnie innego świata.

Historyk, przewodnik, człowiek związany z historią Górnego Śląska i Gliwic wszedł w gastronomię przede wszystkim za sprawą rodzinnego pomysłu. Zainwestowano setki tysięcy złotych, ale zamiast sukcesu biznesowego wspólne przedsięwzięcie jeszcze bardziej pogłębiło konflikt pomiędzy ojcem i synem.

Sam Konrad podczas programu właściwie podsumował tę historię najlepiej – z dzisiejszej perspektywy uważa, że inwestycja była niepotrzebna i nie zdecydowałby się na nią ponownie.

Pozostaje pytanie, co będzie dalej.

Lokal przy ul. Zwycięstwa czeka na nowego gospodarza. „Pierwsza Polka” przeszła do historii, a „Bistro w Towarzystwie” okazało się niezwykle krótkim rozdziałem.

Dla Konrada może to natomiast oznaczać powrót do tego, czym zajmował się, zanim w jego życiu pojawiła się gastronomia – historii, przewodnictwa i opowiadania o Górnym Śląsku.

Paradoksalnie właśnie historia okazała się też klamrą całej opowieści. Nazwa restauracji pochodziła przecież od książki związanej z dawnymi Gliwicami.

Tyle że tym razem „Pierwsza Polka” sama stała się już częścią historii miasta.