Branża stalowa w punkcie zwrotnym. O presji kosztów i przyszłości przemysłu
Jeszcze kilka lat temu stal była symbolem stabilności przemysłowej Europy. Dziś ten sam sektor działa w warunkach permanentnego napięcia – spadającego popytu, rosnącego importu i kosztów, które skutecznie odbierają konkurencyjność. A jednak, jak podkreślają uczestnicy debaty pt. „Hutnictwo”, która odbyła się podczas XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego, to właśnie teraz rozstrzyga się przyszłość branży i być może największa od dekad szansa na odbudowę.
Sektor stalowy w Polsce i całej Unii Europejskiej przechodzi głęboką transformację. Spadki w kluczowych branżach odbiorczych, takich jak motoryzacja czy AGD, nie są już cykliczne, lecz mają charakter strukturalny i utrzymują się od ponad dekady. Dane z ostatnich piętnastu lat pokazują wyraźnie: presja importowa rośnie. W tej rzeczywistości coraz mocniej wybrzmiewa potrzeba ochrony całego łańcucha dostaw. Jak wskazuje Piotr Sikorski, prezes Polskiej Unii Dystrybutorów i PrzetwórcówStali (PUDS), nie wystarczy chronić produkcji pierwotnej, równie ważny jest downstream. W praktyce oznacza to większą rolę mechanizmów typu local content, świadomego kształtowania zamówień publicznych i odpowiedzialności zakupowej firm.
– Jeśli kupujesz poza krajem, musisz umieć to uzasadnić – mówi Piotr Sikorski.
Zmienia się także otoczenie regulacyjne. Wprowadzenie CBAM (Carbon Border Adjustment
Mechanism) to próba wyrównania warunków gry z producentami spoza UE. Jak zauważa Henryk
Orczykowski, prezes Stalprofil:
– Europejskie hutnictwo znalazło się dziś w przełomowym momencie. Balansuje między presją
kosztową a możliwością redefinicji swojej roli jako sektora strategicznego dla gospodarki
i bezpieczeństwa. Na poziomie krajowym widać coraz bardziej wyraźne zaangażowanie państwa.
Rozwój Węglokoksu czy przejęcie huty w Częstochowie przez Skarb Państwa to sygnały, że stal wraca
do centrum myślenia o bezpieczeństwie gospodarczym – mówi.
Co istotne, to właśnie sektor obronny, dzięki stabilnym zamówieniom, pomógł odbudować popyt na
grube blachy i utrzymać moce produkcyjne.
Nawet najlepsza polityka przemysłowa nie zniweluje jednak jednego z kluczowych problemów:
kosztów energii. Adam Preiss, członek zarządu ArcelorMittal, nie pozostawia wątpliwości:
– Ceny energii elektrycznej w Polsce należą do najwyższych, co podcina konkurencyjność całej branży.
W efekcie firmy zmieniają strategię: zamiast walczyć ceną, stawiają na jakość, terminowość
i specjalizację – zauważa.
Równolegle zmienia się sposób myślenia o przewadze konkurencyjnej.
1– W świecie nieprzewidywalnych „czarnych łabędzi” wygrywają nie najtańsi, lecz najbardziej odporni –
podkreśla Marek Serafin, prezes Koksowni Częstochowa Nowa.
Klienci coraz częściej wybierają partnerów, którzy gwarantują ciągłość dostaw nawet w warunkach
globalnych zakłóceń. Na styku tych zmian znajduje się również rynek złomu, kluczowy dla
funkcjonowania nowoczesnego hutnictwa opartego na obiegu zamkniętym.
– W świetle dekarbonizacji i w myśl idei nowoczesnego, niskoemisyjnego hutnictwa konieczne jest
zaopatrywanie hut w jak najlepszej jakości surowiec, a tak postrzegany jest dziś złom z Olmetu. Nasza
firma jest największym dostawcą czystego stalowego złomu wsadowego do polskich hut. Na tle innych
firm złomowych, z uwagi na wysoką jakość i ogromny wolumen swojego złomu, Olmet ma opinię
pewnego i stabilnego partnera – komentuje Przemysław Oleś, prezes Olmetu i dodaje: – Zważywszy
na rosnące znaczenie złomu wskutek transformacji przemysłu hutniczego z procesów wielkopiecowych
na te oparte na wytopie wsadu w piecach elektrycznych, a także z uwagi na ogromny nacisk na
wdrażanie i egzekwowanie strategii GOZ, istotne jest zwiększanie produkcji stali ze złomu, czyli stali z
recyklingu. Niezaprzeczalnym jest, że Europa, w tym Polska, musi produkować więcej stali, aby
zapewnić sobie konkurencyjność i bezpieczeństwo.
Zdaniem Przemysława Olesia, aby to umożliwić, muszą powstawać nowe, konkurencyjne huty oparte
o nowoczesne technologie. Tylko w taki sposób będzie możliwa większa niskoemisyjna produkcja
w oparciu o zwiększoną konsumpcję złomu. Modernizacja istniejących zakładów nie zawsze jest
możliwa, czasem z uwagi na nieopłacalność, a czasem z powodu braku środków na doinwestowanie
upadających zakładów. – Złomu w Polsce nie brakuje. Nie ma natomiast dostatecznej liczby odbiorców
dla naszego złomu. Dlatego skupić należy się na wyrównaniu szans pomiędzy podmiotami z krajów UE
a tymi spoza. Unia stale pracuje nad mechanizmami protekcyjnymi, takimi jak cła i kontyngenty na stal
z importu. Najnowsze przepisy w tym zakresie wejdą w życie 1 lipca. Ograniczenie importu złomu
również jest istotne dla zabezpieczenia interesu gospodarczego Polski i pozostałych krajów Wspólnoty.
Zgadzam się, że sektor stalowy przechodzi transformację, ale problemem nie są warunku rynkowe,
a fakt odpowiedniego podejścia do nich. W Olmet każdą przeszkodę traktujemy jako wyzwanie.
Uważam, że najwyższy czas podjąć rękawicę i zacząć inwestować i tworzyć miejsca pracy w branży,
która zwłaszcza na Śląsku ma niezastąpionych wykwalifikowanych specjalistów, którzy aktualnie
walczą o swoje miejsca zatrudnienia – konkluduje prezes Olmetu.
W tle całej debaty pozostaje fundamentalne pytanie: gdzie leży granica między ochroną rynku a jego
zdolnością do konkurowania? Zbyt daleko idący protekcjonizm może osłabić innowacyjność. Z kolei
jego brak może wystawić europejskich producentów na nierówną walkę z globalnymi graczam