Gdy powaga przegrywa z memem
Szpital to nie scena kabaretowa. Nie jest też prywatnym profilem w mediach społecznościowych, na którym można odreagowywać frustracje, testować polityczne żarty albo prowadzić internetowe potyczki. To instytucja zaufania publicznego — a to pojęcie zobowiązuje.
W ostatnich tygodniach w Lublińcu coraz częściej mówi się nie o stanie opieki zdrowotnej, inwestycjach czy problemach systemowych, lecz o aktywności dyrektora publicznego szpitala w mediach społecznościowych. Zamiast rzeczowych komunikatów czy stonowanej obecności — uwagę przyciągają memy, ironiczne grafiki i komentarze o jednoznacznie politycznym, prześmiewczym charakterze. Wśród nich pojawiają się również treści kpiące z najwyższych urzędów państwowych.
Nie jest to spór o poglądy.
Nie jest to próba cenzurowania opinii.
To pytanie o granice.
Osoba zarządzająca szpitalem nie występuje w przestrzeni publicznej wyłącznie jako osoba prywatna. Każdy wpis, każda grafika, każdy komentarz — nawet opublikowany „po godzinach” — niesie ze sobą ciężar funkcji. Funkcji, która wymaga powagi, neutralności i świadomości odpowiedzialności za wizerunek całej instytucji.
Szpital to miejsce, do którego trafiają ludzie w momentach granicznych: choroby, strachu, bezradności. Dla pacjentów i ich rodzin liczy się stabilność i zaufanie, a nie to, czy dyrektor placówki bierze udział w internetowych sporach politycznych, posługując się językiem memów i drwin.
Co więcej, obecna sytuacja nie funkcjonuje w próżni. Wcześniejsze publikacje medialne dotyczące kontrowersji wokół działalności publicznej tej osoby są częścią dostępnego, publicznego kontekstu. Tym bardziej naturalne staje się pytanie, czy wyciągnięto z nich jakiekolwiek wnioski.
Zamiast refleksji widać konsekwencję w jednym: w dalszym zacieraniu granicy między prywatną ekspresją a publiczną odpowiedzialnością. Zamiast powściągliwości — prowokacja. Zamiast instytucjonalnej powagi — internetowa zadziorność.
To nie jest odwaga.
To nie jest szczerość.
To jest brak elementarnego wyczucia roli, jaką się pełni.
Dlatego mieszkańcy mają pełne prawo pytać, czy władze miasta i organ nadzorczy uznają taki styl za zgodny ze standardami zarządzania instytucją zaufania publicznego.