Publikowanie w mediach społecznościowych zrzutów ekranu z komentarzami wraz z imieniem, nazwiskiem czy wizerunkiem ich autorów stało się w ostatnim czasie popularnym sposobem prowadzenia publicznych sporów. Samo pokazanie publicznie dostępnego komentarza nie przesądza jeszcze o hejcie. Problem zaczyna się wtedy, gdy za pojedynczą publikacją idą ogromne zasięgi, kolejne wpisy i fala negatywnych reakcji skierowana przeciwko konkretnej osobie. Właśnie na takie niebezpieczeństwo zwróciła uwagę radna Sejmiku Województwa Śląskiego Aldona Węgrzynowicz, odnosząc się do sytuacji na profilu radnej Dąbrowy Górniczej Tatiany Duraj-Fert.

Komentarz, nazwisko, zdjęcie i tysiące odbiorców

Media społecznościowe coraz częściej stają się miejscem nie tylko wymiany opinii, ale również publicznego rozliczania autorów komentarzy. Zrzut ekranu, oznaczenie autora, jego zdjęcie czy wskazanie miejsca pracy albo nauki mogą sprawić, że spór, który początkowo dotyczył kilku zdań, w ciągu kilku godzin trafia do tysięcy osób.

Nie ma niczego niewłaściwego w polemizowaniu z publicznie wyrażonym poglądem. Osoba publikująca komentarz musi liczyć się z odpowiedzią, również ostrą. Jest jednak różnica pomiędzy odpowiedzią na argument a skierowaniem uwagi dużej społeczności na konkretną, szczególnie młodą osobę.

Właśnie o przekroczeniu tej granicy mówi Aldona Węgrzynowicz.

Radna Sejmiku Województwa Śląskiego zareagowała na wpis Tatiany Duraj-Fert skierowany bezpośrednio do młodej kobiety – według opublikowanych informacji 20-letniej studentki psychologii. Duraj-Fert publicznie zarzuciła jej m.in. pochwalanie przemocy fizycznej, zadając również pytanie, czy swoimi komentarzami nie „przyniosła wstydu” uczelni.

Węgrzynowicz oceniła sytuację zdecydowanie:

„Mowa nienawiści nie jest tylko słowem. To iskra, która rzucona w odpowiednim momencie potrafi spalić czyjeś całe życie”.

„Nie chcę za jakiś czas pytać: dlaczego nikt nie reagował?”

Według Aldony Węgrzynowicz sprawa przestała być zwykłym internetowym sporem. Radna zarzuciła Duraj-Fert m.in. budowanie narracji na niepotwierdzonych informacjach oraz wciąganie młodych osób w konflikt o charakterze politycznym.

Szczególnie mocno zwróciła uwagę na różnicę pomiędzy doświadczoną osobą publiczną dysponującą własnymi zasięgami a 20-letnią osobą, która nie musi być przygotowana na znalezienie się nagle w centrum zainteresowania setek czy tysięcy internautów.

„Nie chcę za jakiś czas pytać: »Dlaczego nikt nie reagował?«. Reaguję teraz” – napisała Węgrzynowicz.

Do Tatiany Duraj-Fert zwróciła się także „jak matka do matki”, apelując o zatrzymanie fali negatywnych komentarzy.

Węgrzynowicz podkreśliła, że młodzi ludzie mogą nie posiadać doświadczenia pozwalającego poradzić sobie z nagłym zainteresowaniem i presją mediów społecznościowych.

Od krytyki do zaszczucia jest niebezpiecznie blisko

Warto w tym miejscu oddzielić dwie kwestie. Krytyka komentarza młodej kobiety – nawet bardzo zdecydowana – jest czymś innym niż kierowanie przeciwko niej uwagi dużej grupy odbiorców.

Publikując treści w internecie, każdy odpowiada za własne słowa. Dotyczy to zarówno studentki, radnej miejskiej, radnej wojewódzkiej, jak i dziennikarza.

Jednak im większe zasięgi, rozpoznawalność i pozycja publiczna, tym większa świadomość potencjalnych konsekwencji publikacji.

I właśnie w tej konkretnej sytuacji – według Aldony Węgrzynowicz – mamy już do czynienia nie z normalną polemiką, ale z mechanizmem prowadzącym do zaszczucia młodej osoby.

To poważne określenie, dlatego należy zaznaczyć jasno: jest to ocena sytuacji przedstawiona przez radną Węgrzynowicz, a nie prawomocne ustalenie jakiegokolwiek organu.

W tle wcześniejszy, bardzo poważny zarzut

Obecna sytuacja nie jest pierwszym głośnym konfliktem z udziałem Tatiany Duraj-Fert.

Wcześniej radna poinformowała publicznie, że radny Rady Miejskiej w Dąbrowie Górniczej Edward Bober miał ją uderzyć.

„Radny Edward Bober uderzył mnie. To, co zrobił, jest naruszeniem nietykalności cielesnej” – napisała wówczas Duraj-Fert, publicznie wzywając innych radnych do potępienia zachowania.

Było to niezwykle poważne oskarżenie.

Jednocześnie w przedstawionych publicznie przez Duraj-Fert wpisach nie wskazano dowodów potwierdzających, że do uderzenia rzeczywiście doszło – takich jak dokumentacja medyczna, obdukcja czy ustalenia właściwych organów. Sam brak przedstawienia takich materiałów w mediach społecznościowych oczywiście nie dowodzi, że zdarzenia nie było. Oznacza jednak, że zarzutu nie należy przedstawiać odbiorcom jako bezspornie ustalonego faktu.

To rozróżnienie jest szczególnie ważne, gdy oskarżenie dotyczy naruszenia nietykalności cielesnej.

Teraz właśnie do tego konfliktu nawiązuje sprawa młodej studentki. Duraj-Fert zarzuciła jej, że „bije brawo” Edwardowi Boberowi za to, że miał ją uderzyć. Tym samym młoda kobieta została wciągnięta w spór dotyczący zdarzenia, którego przebieg pozostaje przedmiotem sprzecznych ocen.

Węgrzynowicz: słowa mogą mieć realne konsekwencje

Aldona Węgrzynowicz przedstawia swoją reakcję również w kontekście działalności związanej z ochroną zdrowia psychicznego.

Radna pełni funkcję wiceprzewodniczącej Komisji Zdrowia i Polityki Społecznej Sejmiku Województwa Śląskiego, przewodniczącej Rady Społecznej Szpitala Psychiatrycznego w Toszku oraz członkini Rady Społecznej Centrum Psychiatrii im. dr. Krzysztofa Czumy w Katowicach.

Jak zaznacza, kryzys psychiczny nie zawsze rozpoczyna się od jednego dramatycznego wydarzenia. Presja może narastać stopniowo – poprzez kolejne komentarze, udostępnienia, ośmieszanie i poczucie osaczenia.

Nie oznacza to oczywiście, że pojedynczy komentarz automatycznie prowadzi do depresji czy zachowań samobójczych. Takich prostych zależności nie można formułować. Nie wolno jednak również ignorować wpływu długotrwałej cyberprzemocy na dobrostan psychiczny.

Osoba publiczna ma prawo się bronić. Ale ma też większą odpowiedzialność

Tatiana Duraj-Fert ma pełne prawo odpowiedzieć osobie, która kieruje pod jej adresem obraźliwe komentarze. Ma również prawo bronić swojego dobrego imienia i zdecydowanie reagować na wypowiedzi, które uważa za krzywdzące.

Pytanie brzmi jednak: gdzie przebiega granica proporcjonalnej odpowiedzi osoby publicznej?

Czy pokazanie komentarza jest jeszcze polemiką? Najczęściej tak.

Czy odpowiedź na niego jest dopuszczalna? Oczywiście.

Ale co dzieje się w momencie, gdy rozpoznawalna osoba kieruje uwagę swoich odbiorców na konkretną 20-latkę, wskazuje jej kierunek studiów i uczelnię, a wokół młodej osoby zaczyna narastać fala komentarzy?

Wtedy odpowiedzialność za sposób prowadzenia debaty nabiera zupełnie innego znaczenia.

Internet nie jest salą sądową

Ta historia pokazuje szerszy problem współczesnych mediów społecznościowych. Coraz częściej najpierw publikowane jest oskarżenie, później wydawany jest internetowy „wyrok”, a dopiero na końcu – o ile w ogóle – pojawiają się pytania o dowody i stanowisko drugiej strony.

Tymczasem liczba polubień, udostępnień czy komentarzy nie przesądza o prawdziwości żadnej wersji wydarzeń.

Dotyczy to zarówno zarzutów kierowanych wobec osób publicznych, jak i publicznego rozliczania młodych ludzi za ich – nawet kontrowersyjne czy niewłaściwe – komentarze.

Można ostro krytykować słowa. Można żądać przeprosin. Można przedstawiać własne stanowisko.

Nie można jednak zapominać, że po drugiej stronie ekranu znajduje się człowiek.

I właśnie dlatego apel Aldony Węgrzynowicz wykracza poza jeden lokalny konflikt. Stawia znacznie szersze pytanie: czy potrafimy jeszcze spierać się w internecie bez niszczenia człowieka, z którym się nie zgadzamy?