Gigant, którego nikt nie chciał operować. Przełomowy zabieg w Zagłębiowskim Centrum Onkologii
Łukasz Kałdonek I Dąbrowa Górnicza
W medycynie są przypadki, które na długo zapisują się w historii szpitala – nie tylko ze względu na skalę wyzwania, ale też odwagę decyzji. Taki właśnie rozdział dopisało Zagłębiowskie Centrum Onkologii, gdzie przeprowadzono jedną z najbardziej wymagających operacji chirurgicznych w regionie. Usunięto tam olbrzymi guz jamy brzusznej o średnicy 46 centymetrów i wadze aż 12 kilogramów – największą zmianę, z jaką kiedykolwiek zmierzył się ten ośrodek.
Gdy inni mówili „nie”, tu zapadła decyzja o walce
Pacjent trafił do poradni chirurgii onkologicznej po wcześniejszych konsultacjach w innych placówkach. Badania obrazowe nie pozostawiały złudzeń – zmiana była ogromna, zajmowała znaczną część jamy brzusznej i wiązała się z bardzo wysokim ryzykiem operacyjnym. W kilku ośrodkach odmówiono leczenia zabiegowego. W Zagłębiowskim Centrum Onkologii lekarze zdecydowali się jednak podjąć próbę.
– Guz wywodził się z przestrzeni zaotrzewnowej, obejmował całą prawą stronę brzucha, naciekał fragment jelita grubego i schodził aż do miednicy mniejszej – wyjaśnia Janusz Sznajder, kierownik Oddziału Chirurgii Onkologicznej i operator prowadzący.
Kilkanaście osób, cztery godziny i ogromna precyzja
Sam zabieg trwał około czterech godzin i wymagał perfekcyjnej współpracy kilkunastoosobowego zespołu. Przy stole operacyjnym pracowało trzech chirurgów, wspieranych przez anestezjologów, pielęgniarki oraz personel pomocniczy. Ze względu na unikatowy charakter operacji obserwowali ją również studenci medycyny.





Podczas zabiegu konieczne było nie tylko usunięcie guza, ale także fragmentu jelita grubego. Dopiero w pracowni histopatologii w pełni uświadomiono sobie skalę przedsięwzięcia – masa nowotworu i jego rozmiary robiły ogromne wrażenie nawet na doświadczonych specjalistach.
Guz, który rósł latami
Historia pacjenta jest przestrogą. Przez kilkanaście lat jego obwód brzucha stopniowo się zwiększał, ale bez wyraźnych dolegliwości bólowych. Mężczyzna tłumaczył to otyłością. Dopiero z czasem pojawiły się problemy z jedzeniem, bóle brzucha, refluks, nudności oraz trudności z pochylaniem się. Guz dosłownie zaczął przejmować kontrolę nad codziennym funkcjonowaniem.
– Guzy zaotrzewnowe są rzadkie, ale wyjątkowo podstępne. Mogą rosnąć latami, nie dając jednoznacznych objawów. Organizm stopniowo się adaptuje, a pacjent zgłasza się do lekarza dopiero w bardzo zaawansowanym stadium – podkreślają chirurdzy.
Nowy początek po trudnej operacji
Pacjent jest już po pierwszej wizycie kontrolnej. Czuje się bardzo dobrze, wraca do sprawności i – jak mówią lekarze – odzyskał energię oraz radość życia. Dalsze leczenie i rokowanie będą ustalane indywidualnie w trakcie kolejnych kontroli.
Specjaliści przypominają, że każdy przewlekły, narastający objaw – ból, zaburzenia ze strony układu pokarmowego czy zauważalne zmiany w wyglądzie ciała – powinien być sygnałem alarmowym. Szybka diagnostyka obrazowa lub endoskopowa, zlecona przez lekarza pierwszego kontaktu, może mieć kluczowe znaczenie.
Ta historia pokazuje również, jak ważną rolę odgrywają doświadczone ośrodki referencyjne – miejsca, do których trafiają pacjenci z najtrudniejszymi przypadkami. Dla niektórych to naprawdę ostatni adres, ale jak pokazuje ten przykład – także adres nadziei.