Ładowanie

TERAZ:

Kajetan Gornig: Czerwone światło, które się nie zapaliło

]Jestem poruszony. Śmierć nastolatka na obozie harcerskim to tragedia, która porusza wszystkich, ale dla mnie – jako ojca – uderza szczególnie głęboko. To wydarzenie, wobec którego nie da się przejść obojętnie, zwłaszcza gdy ma się w pamięci własne dzieci, ich wakacyjne przygody, zaufanie, jakim obdarzamy wychowawców, oddając im nasze największe skarby.

Muszę przyznać, że moje pomysły na spędzanie wolnego czasu z dziećmi bywały odważne – może nawet zbyt śmiałe. Ale jak każdy rodzic, mam w sobie coś, co trudno nazwać, ale każdy to zna: wewnętrzne „czerwone światło”. Intuicja. Odruch, który mówi „stop”, gdy robi się zbyt niebezpiecznie. Właśnie tego światła zabrakło tym, którzy pozwolili 15-letniemu chłopcu w środku nocy wejść do wody. W mundurze. Bez zabezpieczenia. Z rozkazu starszego kolegi i 21-letniego wychowawcy.

Jak to możliwe? Jakim cudem nie pojawił się nikt bardziej odpowiedzialny, doświadczony, czujny? Gdzie byli ci, którzy powinni stać z boku, patrzeć, kontrolować, przewidywać? Gdzie był system?

Pamiętam czasy, gdy sam pracowałem jako wychowawca kolonijny i pilot wycieczek. Uczyli nas, że bezpieczeństwo nie jest jedną z wielu rzeczy do ogarnięcia – to absolutna podstawa. Nauczono nas sprawdzać wszystko. Każde zatrzymanie autobusu – czy kierowca dobrze zaparkował. Każdy powrót – czy wszyscy są obecni. Liczenia, meldunki, obserwacja. Ciągła czujność, która bywa uciążliwa, ale jest obowiązkiem. Bez wyjątku.

Pamiętam nawet rozmowy o tym, jak zachowywać się, gdy młodzież robi zakupy – żeby nie przesadzić z luzem, żeby reagować, żeby być obok. To wszystko miało swój cel – zapobiec tragediom. Być może nic nie daje stuprocentowej gwarancji, ale systemowa odpowiedzialność i obecność wychowawców dawała przynajmniej szansę, by to „czerwone światło” zapaliło się w porę.

Dziś pytam – czy nasze dzieci są bezpieczne na obozach, koloniach, wyjazdach? Czy wychowawcy wciąż pamiętają, że ich zadaniem nie jest tylko zapewnienie atrakcji, ale przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa? Czy przypadkiem nie zaczęliśmy traktować tego zbyt lekko, zbyt rutynowo?

Tragedia wstrząsa. Ale po wstrząsie musi przyjść refleksja. A po refleksji – konkretne działania. Bo to „czerwone światło”, które się nie zapaliło – nie może więcej zawieść.

Kajetan Gornig – Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Gliwicach, Lider Komitetu Nowy Ratusz, strażak ochotnik OSP Szałsza.

Share this content: