W czasie każdej kampanii prezydenckiej w Polsce powtarza się ten sam scenariusz – kandydaci zasypują wyborców hasłami o wyższych płacach, niższych podatkach, nowych mieszkaniach czy darmowych usługach publicznych. Problem w tym, że większość tych deklaracji w ogóle nie leży w kompetencjach prezydenta RP.

Prezydent w świetle Konstytucji – arbiter, strażnik, reprezentant

Konstytucja RP z 1997 r. precyzyjnie określa rolę prezydenta. Jest on najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej i gwarantem ciągłości władzy państwowej. Pełni funkcję arbitra między różnymi organami państwa, a jego realne narzędzia wpływu skupiają się na kilku kluczowych obszarach:

Polityka zagraniczna – prezydent ratyfikuje i wypowiada umowy międzynarodowe, mianuje ambasadorów, prowadzi rozmowy z przywódcami innych państw i reprezentuje Polskę w organizacjach międzynarodowych.

Bezpieczeństwo i obronność – jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych RP, mianuje najwyższych dowódców, może wprowadzić stan wyjątkowy lub wojenny.

Proces legislacyjny – posiada prawo inicjatywy ustawodawczej, może podpisać ustawę lub ją zawetować (weto Sejm może odrzucić większością 3/5 głosów). Ma także prawo skierowania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

Nominacje i akty łaski – powołuje premiera, ministrów, prezesów najważniejszych instytucji, sędziów, nadaje obywatelstwo, ordery, odznaczenia i stosuje prawo łaski.

Dlaczego kampanijne obietnice często są fikcją

Podczas kampanii wyborczych pojawiają się propozycje, które choć atrakcyjne medialnie, nie mają realnych szans na realizację przez prezydenta. Dotyczą one m.in.:

obniżenia lub podwyższenia podatków,

budowy nowych dróg czy mieszkań,

wprowadzania programów socjalnych lub zmian w systemie edukacji,

kształtowania wysokości wynagrodzeń czy cen energii.

Tego rodzaju decyzje należą do rządu i parlamentu, a prezydent – nawet jeśli ma inicjatywę ustawodawczą – nie dysponuje ani budżetem, ani aparatem wykonawczym, by samodzielnie wprowadzać takie zmiany.

Dlaczego tak się dzieje?

Eksperci wskazują kilka powodów:

Efekt marketingu politycznego – obietnice „spoza kompetencji” są chwytliwe i łatwo trafiają do wyobraźni wyborców.

Niska świadomość obywatelska – wielu wyborców nie zna rzeczywistego zakresu władzy prezydenta.

Budowanie presji na rząd – część kandydatów używa haseł gospodarczych jako narzędzia nacisku na przyszły parlament, licząc na polityczne sojusze.

Realne pole do popisu dla prezydenta

Choć prezydent nie może decydować o wszystkim, ma narzędzia pozwalające wpływać na życie publiczne:

może blokować złe ustawy lub forsować własne projekty ustaw,

kreować wizerunek Polski za granicą,

inicjować debaty o ważnych problemach społecznych,

korzystać z referendów, by pytać obywateli o zdanie.

Wnioski dla wyborców

Świadomy wyborca powinien oceniać program prezydencki przez pryzmat realnych kompetencji urzędu. Warto pytać kandydatów: „Jak chce Pan/Pani to zrobić w ramach swoich konstytucyjnych uprawnień?”.

Tylko wtedy unikniemy rozczarowania, gdy okaże się, że obietnice składane w blasku fleszy nigdy nie mogły zostać spełnione.

Fot. Kancelaria Prezydenta RP