Operacja siłowa to nie strategia. Dlaczego gen. Polko ma rację
Słowa Roman Polko warto potraktować poważnie, bo nie są polityczną publicystyką, lecz głosem człowieka, który zna realia operacji specjalnych od środka. Historia ostatnich dekad pokazuje jasno: siła militarna może obalić lub osłabić reżim, ale nie potrafi zbudować państwa ani stabilności.
Interwencje bez szerokiego mandatu międzynarodowego i bez czytelnego planu „dnia po” kończą się zwykle tym samym schematem: krótkoterminowy sukces, długoterminowy chaos. Irak, Afganistan czy Libia są ostrzeżeniem, nie wyjątkiem. W tym kontekście Wenezuela nie jest „innym przypadkiem”, lecz kolejnym testem tej samej, ryzykownej logiki.
Gen. Polko trafnie wskazuje, że prawo międzynarodowe nie jest przeszkodą, lecz bezpiecznikiem. Jego omijanie podważa wiarygodność Zachodu i dostarcza argumentów przeciwnikom, którzy każdą interwencję przedstawiają jako imperialną ingerencję. Nawet jeśli intencje są deklaratywnie słuszne, środki mogą zniweczyć cel.
To nie jest sprzeciw wobec walki z przestępczością czy autorytaryzmem. To przypomnienie, że operacja wojskowa bez strategii politycznej jest tylko spektakularnym epizodem, a nie rozwiązaniem. I właśnie dlatego głos gen. Polko brzmi dziś bardziej jak ostrzeżenie niż komentarz.