Robert Talarczyk o powrocie „Świętej wojny”: „Odmówiłem udziału dwa razy. I mogę sobie to zapisać w skarbczyku asertywności”
Powrót serialu „Święta wojna” na antenę TVP3 Katowice ponownie rozpalił dyskusję o tym, jak dziś opowiada się o Śląsku w przestrzeni publicznej. Głos w tej sprawie zabrał Robert Talarczyk – dyrektor Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego – który w osobistej, a jednocześnie stanowczej wypowiedzi jasno określił swój stosunek do serialu.
„Tak, odmówiłem udziału w »Świętej wojnie« – dwa razy. I mogę sobie to zapisać w skarbczyku asertywności” – napisał Talarczyk, odnosząc się do informacji o powrocie produkcji na antenę regionalnej telewizji publicznej.
Jak podkreśla, medialny szum wokół ponownej emisji serialu mógłby skłaniać do ostrej reakcji i publicznego oburzenia. Sam przyznaje, że mógłby przypominać o latach pracy artystów nad innym, pogłębionym obrazem regionu:
„Niby mógłbym się oburzyć i dąć w trąby, że tyleśmy tych wszystkich śląskich książek, spektakli i filmów natłukli, nagród ogólnopolskich podostawali”.
W jego ocenie byłaby to jednak droga donikąd. Talarczyk przywołuje słowa swojego ojca, które stały się dla niego punktem odniesienia w tej debacie:
„Jak się mądry z głupim piere po pysku, to z daleka nie widać, kto jest idiota, a kto profesor. Jeden i drugi wygląda tak samo głupio”.
Inny Śląsk – tworzony konsekwentnie, nie w kontrze
Dyrektor Teatru Śląskiego podkreśla, że dziś znajduje się w zupełnie innym miejscu niż wtedy, gdy podobne produkcje dominowały w opowieści o regionie. Zamiast walczyć z telewizyjnymi stereotypami, skupia się na budowaniu alternatywnej, ambitnej narracji o śląskiej tożsamości.
„Zmieniam Śląsk na swoją własną modłę – przynajmniej tak mi się wydaje” – pisze, wskazując na konkretne efekty tej pracy. Spektakl „Tkocze” zdobył najważniejszą nagrodę teatralną w Polsce, przedstawienia Teatru Śląskiego są zapraszane na prestiżowe festiwale, a aktorzy coraz częściej mówią otwarcie o swoim pochodzeniu, bez kompleksów i wstydu.
Wśród przykładów nowego podejścia do śląskiej kultury Talarczyk wymienia również kino:
„Film »Godej do mie« będzie miał premierę w kinach w całym kraju”.
Co istotne, śląskość przestaje być zamkniętym kodem kulturowym. Jak zauważa dyrektor, dziś artyści z całej Polski chcą rozczytywać „śląski genotyp” i filtrować go przez własną wrażliwość, traktując region jako inspirację, a nie obiekt żartu.
„Każdy wybiera sam”
Wobec powrotu „Świętej wojny” Talarczyk nie nawołuje ani do bojkotu, ani do medialnych krucjat. Jego postawa jest raczej wyrazem świadomego dystansu.
„A reszta? Jest, jak jest” – konstatuje, kończąc swoją wypowiedź przewrotną propozycją:
„Proponuję więc kupić w Biedronce paczkę paluszków i zasiąść przed telewizorem. Każdy wybiera sam”.
Ten głos wpisuje się w szerszą debatę o odpowiedzialności mediów i granicach kulturowej nostalgii. Powrót serialu sprzed lat dla jednych jest sentymentalną podróżą, dla innych – przypomnieniem uproszczonego i krzywdzącego obrazu regionu. Wypowiedź Roberta Talarczyka pokazuje jednak, że najsilniejszą odpowiedzią na stereotypy nie zawsze jest protest, lecz konsekwentne tworzenie jakościowej alternatywy.
Fot. Robert Talarczyk FB