Wczytywanie teraz

TERAZ:

Odpowiedzialność ma imię i nazwisko. Sprawdzian dla prezydenta Zabrza Kamila Żbikowskiego

Prywatyzacja Górnika Zabrze miała być jednym z najważniejszych procesów ostatnich lat – zarówno dla miasta, jak i dla klubu. Dziś coraz wyraźniej widać jednak, że zamiast przejrzystego planu i spójnej komunikacji mieszkańcy oraz kibice otrzymali chaos informacyjny. Chaos, który nie powstał samoistnie i za który ktoś ponosi odpowiedzialność.

W przestrzeni publicznej – zwłaszcza w mediach społecznościowych – trwa intensywne przerzucanie się winą. Jedni wskazują na wiceprezydentów, inni na urzędników niższego szczebla, jeszcze inni na zespół ds. prywatyzacji albo samych inwestorów. Problem w tym, że takie rozmywanie odpowiedzialności stoi w sprzeczności z faktami oraz z deklaracjami składanymi wcześniej przez samego prezydenta miasta.

Informacyjny chaos zamiast jasnych decyzji

Lokalne grupy facebookowe stały się areną wzajemnych oskarżeń, politycznych interpretacji i manipulacji. Krążą wyrwane z kontekstu cytaty, półprawdy i sugestie, które zamiast wyjaśniać sytuację wokół Górnika, tylko ją komplikują. W efekcie coraz trudniej oddzielić fakty od narracji tworzonych na potrzeby bieżących sporów.

W tym wszystkim ginie sedno sprawy: Górnik Zabrze to nie jest zwykła miejska spółka, lecz klub o ogromnym znaczeniu historycznym i społecznym. Tym bardziej proces jego prywatyzacji powinien być prowadzony w sposób przejrzysty, odpowiedzialny i konsekwentny. Tego dziś wyraźnie brakuje.

Zderzenie narracji: ratusz kontra inwestor

Po styczniowej sesji Rady Miasta prezydent Zabrza przekonywał, że luty jest realnym terminem zakończenia procesu prywatyzacji. Ten optymizm został jednak brutalnie skonfrontowany z rzeczywistością przez jednego z kluczowych inwestorów – Lukasa Podolskiego.

Po kolejnym spotkaniu negocjacyjnym Podolski napisał wprost:

„Po kolejnym spotkaniu negocjacyjnym mam znowu wrażenie, że to zmierza donikąd. Bardzo bym chciał, żeby termin lutowy był realny, ale wątpię”.

To nie jest wypowiedź osoby postronnej ani kibica komentującego z boku. To głos inwestora bezpośrednio uczestniczącego w rozmowach. Jego słowa jednoznacznie podważają narrację o „zaawansowanym etapie” i sugerują, że proces utknął w martwym punkcie.

Odpowiedzialność nie jest zbiorowa

W tym miejscu warto przypomnieć deklarację, która padła pod koniec ubiegłego roku na antenie Radia Piekary. Prezydent Zabrza powiedział wtedy jasno:

„Za prywatyzację odpowiadam od początku mojego urzędowania przede wszystkim ja (…) biorę na siebie odpowiedzialność za doprowadzenie tego procesu do końca”.

To zdanie nie pozostawia pola do interpretacji. Prezydent sam wskazał siebie jako osobę odpowiedzialną za prywatyzację Górnika – politycznie, decyzyjnie i organizacyjnie. Tym bardziej niezrozumiałe jest dziś obserwowanie prób rozkładania tej odpowiedzialności na inne osoby i instytucje.

Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym to prezydent miasta kieruje urzędem i odpowiada za prowadzenie kluczowych spraw gminy. Prywatyzacja Górnika bez wątpienia do takich spraw należy. Nie jest to proces, który „dzieje się sam”, ani taki, za który odpowiada anonimowy zespół urzędników.

Czas na konsekwencję w słowach i działaniach

Jeżeli prezydent deklaruje, że bierze odpowiedzialność za prywatyzację, to powinno to znaleźć odzwierciedlenie nie tylko w wywiadach, ale przede wszystkim w spójnej komunikacji i realnych postępach. Publiczne wypowiedzi inwestorów wskazujące na impas są sygnałem alarmowym – nie tylko dla kibiców, ale również dla radnych miejskich, którzy ostatecznie będą musieli zdecydować o losach uchwały prywatyzacyjnej.

Jedno jest pewne: dalsze rozmywanie odpowiedzialności i brak jasnego przekazu z ratusza tylko pogłębi chaos i podkopie zaufanie do całego procesu. Jeśli za prywatyzację odpowiada prezydent Zabrza – a sam to jasno zadeklarował – to właśnie on powinien wziąć na siebie ciężar wyjaśnienia, dlaczego proces utknął i co dalej z przyszłością Górnika Zabrze.

Źródło Zabrze24info

Share this content: